Opowieści z Beskidów i Podbeskidzia
Poszukiwanie Beskidów… w archiwach społecznych
Poszukiwanie Beskidów… w archiwach społecznych

Poszukiwanie Beskidów… w archiwach społecznych

Beskidów można szukać na różne sposoby — z plecakiem na szlaku, z mapą w ręku, w starych przewodnikach. Tym razem chcę Was jednak zachęcić do poszukiwań w miejscu nieoczywistym: w archiwum. A właściwie w wielu archiwach społecznych, które są dostępne bezpłatnie online.​

Skąd ten pomysł? Niedawno zakończyliśmy w kalwaryjskim Centrum Kultury kolejną edycję projektu związanego z rozwijaniem Kalwaryjskiego Archiwum Społecznego. Pozyskaliśmy dokumenty i fotografie od mieszkańców, nagrywaliśmy z nimi wywiady, spakowaliśmy kroniki Towarzystwa Przyjaciół Kalwarii Zebrzydowskiej, kroniki Centrum Kultury i mnóstwo innych materiałów. To właśnie ta praca skłoniła mnie do tego, żeby poszukać Beskidów tam, gdzie zwykle ich nie szukamy.

Czym właściwie jest archiwistyka społeczna?

Dla wielu osób to wciąż nowy termin — sama usłyszałam go dopiero kilka lat temu, ale od razu mnie zainspirował. Najprościej mówiąc: chodzi o przekonanie, że historia nie dzieje się wyłącznie w gabinetach premierów i przywódców państw. Tworzą ją także nasze małe, rodzinne historie — te zwykłych ludzi.

Stare zdjęcia babci z wakacji w Krynicy, listy dziadka z wojska, legitymacja związkowa mamy — to nie tylko sentymentalne pamiątki. To pełnoprawne dokumenty historyczne. Zwykle leżą zamknięte w szufladach, w pudełkach po butach albo gdzieś na strychu, gdzie nikt już o nich nie pamięta. Archiwistyka społeczna polega na tym, żeby te historie ocalić i opowiedzieć dalej.

To jest historia oddolna — w przeciwieństwie do tej zamkniętej w archiwach instytucjonalnych, które rządzą się własnymi prawami. Archiwa państwowe gromadzą najważniejsze dokumenty urzędowe: akty urodzenia, wyroki sądowe, mapy katastralne, akta ministerstw. Archiwistyka społeczna interesuje się tym, co zwykle pomijane w archiwistyce — jak ludzie spędzali wolny czas, jakie emocje towarzyszyły im podczas ważnych wydarzeń, jak wyglądała moda, kuchnia czy codzienne plotki.

Różnica jest też w samym podejściu. W tradycyjnym archiwum to Ty idziesz do urzędu. W archiwistyce społecznej to pasjonaci wychodzą do ludzi. Archiwistami społecznymi mogą być Twoi sąsiedzi, bibliotekarka, lokalne stowarzyszenie albo — jak w naszym przypadku — ośrodek kultury. Prowadzą wywiady w lokalnej społeczności, czasem chodzą od domu do domu, pocztą pantoflową rozpuszczają wici, że poszukiwane są rodzinne pamiątki, skanują stare zdjęcia i negatywy. I — co najważniejsze — nagrywają relacje ze świadkami historii, tak zwaną historię mówioną (oral history).

Warto podkreślić jedną rzecz: nikt nie oddaje swoich pamiątek na zawsze. Mieszkańcy je tylko wypożyczają, żeby zostały zeskanowane w dobrej rozdzielczości i udostępnione w archiwum. Dzięki temu, nawet jeśli oryginał kiedyś ulegnie zniszczeniu, jego cyfrowa kopia zostaje zachowana.

Demokratyzacja historii

W takim podejściu do przeszłości każdy jest równy i ważny. Nie musisz być wielką osobistością, Twoi przodkowie nie musieli być generałami ani przywódcami, żeby ich wspomnienia i fotografie trafiły do archiwum. Relacja robotnicy z fabryki nici jest tu tak samo cenna jak wspomnienia dyrektora tej fabryki.

I właśnie dzięki temu obraz przeszłości staje się pełny, kolorowy i — przede wszystkim — ludzki. Nie czarno-biały, statyczny i stylizowany na potrzeby jednej narracji. Można to nazwać tworzeniem wspólnego albumu rodzinnego dla całego narodu, regionu albo grupy zawodowej.

Gdzie szukać? Portal Zbiory Społeczne

Na potrzebę tego odcinka zajrzałam na portal zbioryspoleczne.pl, prowadzony przez Centrum Archiwistyki Społecznej. To miejsce, w którym w jednym miejscu można przeszukiwać setki tysięcy materiałów z setek archiwów społecznych z całej Polski — fotografii, dokumentów i nagrań.

Korzystanie jest proste. Można otworzyć mapę z punktami oznaczającymi miejsca, w których działają poszczególne archiwa, albo skorzystać z wyszukiwarki — wpisując nazwę archiwum lub po prostu interesującą nas miejscowość. Może się okazać, że archiwum działa w Twojej okolicy i znajdziesz w nim własnych krewnych albo zdjęcie ulicy, przy której mieszkasz, sprzed dziesięcioleci. (To właśnie tam, wpisując „Kalwaria Zebrzydowska”, odnajdziecie również nasze zbiory.)

Zrobiłam krótki research i wybrałam kilka archiwów związanych z Beskidami i kulturą górali beskidzkich. Oto co mnie w nich zainteresowało.

Stryszawa — kraina drewnianych zabawek

Najpierw lądujemy w Beskidzie Żywieckim, w archiwum społecznym Stryszawy, prowadzonym przez tamtejszy Gminny Ośrodek Kultury. Stryszawa słynie z drewnianych zabawek — i temu poświęcona jest spora część zbiorów. Znajdziecie tu materiały o zabawkarzach: całych rodzinach, które od pokoleń przekazują ten fach z ojca na syna. Oprócz wywiadów są tu fotografie pokazujące mistrzów przy pracy, dawne warsztaty i proces powstawania słynnych ptaszków stryszawskich — tradycji wpisanej na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Kolekcja zawiera też unikalne zdjęcia grup kolędniczych, tradycyjnych strojów beskidzkich oraz uroczystości religijnych i rodzinnych.

Fundacja Górą — śpiewaczki i kapela

Wciąż w Beskidzie Żywieckim trafiamy na archiwum ludowe prowadzone przez Fundację Górą, dokumentujące społeczność górali beskidzkich. Są tu dwie kolekcje. Pierwsza poświęcona jest śpiewaczkom — starszym kobietom, które pamiętają przyśpiewki śpiewane w ich domach jeszcze przez ich matki. Najpiękniejsze jest to, że można ich faktycznie posłuchać, a do tego dowiedzieć się, jak śpiew towarzyszył im w codziennej pracy w gospodarstwie. Druga kolekcja dotyczy kapeli i pozwala usłyszeć, jak brzmi muzyka tradycyjnych beskidzkich muzyków. Obie są okraszone naprawdę pięknymi fotografiami — to nie tylko zdjęcia dokumentacyjne, ale prace o wyraźnym walorze artystycznym, pokazujące bohaterów w ich naturalnym otoczeniu, wśród góralskiej architektury, w strojach i z tradycyjnymi instrumentami.

Fundacja Memo — od Andrychowa po Pogórze

Kolejną instytucją jest Fundacja Memo, która prowadzi aż trzy archiwa — wystarczy wpisać jej nazwę w wyszukiwarkę. Jedno z nich to archiwum gminy Andrychów, czyli Beskid Mały. Inne dokumentuje życie na Pogórzu Strzyżowskim. Z tym ostatnim miejscem związana jest postać, o której opowiadałam w jednym z pierwszych odcinków — malarz Wojciech Weiss, który mieszkał tam przez pewien czas, więc i jego ślady można w tych zbiorach odnaleźć.

Zajrzyj też do własnego, domowego archiwum

Bardzo serdecznie zachęcam, żeby zaglądać do archiwów społecznych — czy to na portalu Zbiory Społeczne, czy na stronach prowadzonych przez różne instytucje. Wzbogacają one wiedzę z podręczników i przewodników o nowe fakty, obrazy i narracje. Można dzięki nim naprawdę wejść w klimat dawnych Beskidów i Pogórza — i chodzić po górach świadomie, wiedząc, co się mija i w jakim kręgu kulturowym się znalazło.

Ale najbardziej zachęcam do tego, żeby takie archiwa współtworzyć. Niekoniecznie musicie zakładać własne — może w Waszej miejscowości już istnieje, a może jesteście w stanie wzbogacić je o swoje zbiory. Warto zajrzeć w zakamarki domu, porozmawiać ze starszymi członkami rodziny o dawnych czasach, poszukać starych fotografii. Często leżą w zapomnianych miejscach, pochłania je wilgoć, niszczeją — a wystarczy je zeskanować, żeby ocalić i pokazać kolejnym pokoleniom.

W dobie sztucznej inteligencji, gdy możemy wygenerować sobie dowolny wymyślony obraz, fotografia dokumentująca prawdziwe życie naszych przodków zyskuje jeszcze większą wartość. A oglądanie starych zdjęć z Beskidów — szlaków, którymi chodzimy z sentymentem, świątyń i schronisk, które mijamy po drodze — to świetne przeżycie. Pokazuje nam, jak zmienia się przestrzeń. To, co wydaje nam się niezmienne od dziesięcioleci, czasem wielokrotnie zmieniało swoją formę — a czasem rzeczywiście trwa dokładnie takie samo.

Może się okaże, że Wasi rodzice również wędrowali po Beskidach, tylko nigdy Wam o tym nie opowiedzieli.

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *